Start arrow Prasówka arrow Pamiętnik żołnierza NATO
W skrócie
Milsim 48h 2012 Curious?
 
Pamiętnik żołnierza NATO Drukuj Email
Wpisał: Administrator   
15.01.2008.

Jesteśmy na patrolu już drugą dobę. Do najbliższego posterunku mamy jakieś dziesięć kilometrów, w zasadzie nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Patrol podobny do tych, w jakich brałem udział podczas wielu dotychczasowych misji pokojowych.

ImageLas, czasem jakieś górki, ale generalnie kawał płaskiego terenu. Dowódca wysłał nas na kolejne zadanie w stylu „przejść od punktu A do B, pokazać się, że jesteśmy i czuwamy. Od 15 grudnia 2007, kiedy wylądowaliśmy tu na mocy nadzwyczajnej rezolucji Rady Bezpieczeństwa, do ostatnich dni był względny spokój. Co jakiś czas, może raz na miesiąc, zdarzały się jakieś incydenty między siłami Avestanu i Brombracji. Kiedy docieraliśmy na miejsce, było z reguły po wszystkim trochę łusek, jakieś ślady po walce. Raz, może dwa, chłopacy znaleźli ciała zabitych. Każdy taki incydent urastał do rangi wojny na arenie politycznej. I tak z tygodnia na tydzień sytuacja coraz bardziej się zaogniała. Co prawda to politycy nawzajem się oskarżali, wyzywali, grozili sobie i swoim rządom, tu jakoś nie specjalnie można to było odczuć. Tak więc kolejny raz depczemy ziemię w strefie buforowej i szukamy czegoś podejrzanego.


Moje wątpliwości budzi w tej chwili jedynie misja badawcza firmy GeoXplorer. Nie wiem, o co chodzi, ale dziwne, że w takim miejscu, w tak napiętej politycznie sytuacji ktoś prowadzi badania geologiczne w zasadzie na samej granicy między państwami, które krok po kroku zbliżają się do stanu wojny. No, ale jak mówił James, nasz sierżant, „kasa i surowce do produkcji paliw rządzą się swoimi prawami. Nie przejmują się wojną”. Więc czasem wpadamy do ich obozu zapytać „jak leci” i wracamy do swoich zadań. Przynajmniej jest jakaś odmiana w „życiu”.

Zatrzymujemy się na znak „stop” podany przez radiomana. Dowódca patrolu rozmawia przez radio i woła do siebie mapmana. Po kilku minutach ruszamy dalej, ale wyraźnie odbijamy na północny zachód. Hose, wielki mulat, który idzie przede mną, odwraca się i przekazuje mi informacje: „Idziemy na lotnisko, coś się tam dzieje. Nasłuch przechwycił transmisję z terenu lotniska i nie jest to transmisja brombracka...”.

Do lotniska mamy jakieś sześć-siedem kilometrów... Zajmie nam to lekko godzinę. Na pewno z posterunku „Charlie” już wyrusza inny patrol, mają do lotniska jakieś dwa-trzy kilometry i będą tam za około dwadzieścia minut. Możliwe, że szybciej, o ile mają na miejscu samochody. Naszym zadaniem jest zabezpieczyć podejście do lotniska od strony granicy w taki sposób, żeby zatrzymać ewentualnych „obcych” chcących przedostać się do Avestanu. Nie lubię takich zadań... My poruszamy się z reguły w miarę szybko widocznie, mamy demonstrować naszą obecność. Ewentualny przeciwnik będzie się krył, ubezpieczał. Jak dojdzie do sytuacji, w której „oni” będą zdesperowani, zanim się zorientujemy, dostaniemy kilka kilogramów ołowiu. Oby kamizelki wytrzymały w razie czego i oby przeciwnik słabo strzelał.

Po około trzydziestu minutach zatrzymuje nas dźwięk strzałów. Słychać je dość daleko przed nami, może kilka kilometrów to pewnie na lotnisku coś się wymyka spod kontroli. Po krótkiej rozmowie dowódcy przez radio ruszamy szybciej. Wygląda na to, że nasi potrzebują wsparcia. Po kilku minutach słyszę silniki śmigłowców... To chyba UH-1 brombrackich sił powietrznych. Dość konkretnie hałasują, czyli raczej się spieszą. Minęły nas jakieś dwa-trzy kilometry z lewej strony. Chwilę później słyszę charakterystyczny „trzepot – furkot” wirnika UH-60. To nasze śmigłowce lecą albo ze wsparciem albo po rannych... Do lotniska mamy jeszcze ponad dwa kilometry...

 

Zmieniony ( 02.03.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2012 MILSIM 48H - Symulacja Militarna - Gra ASG
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.